AKTUALNOŚCI

AKTUALNE
ScreenShot956 [640x480]  

X RMT - pożegnanie z Borkami

19 listopada on Aktualne, maratonradom  

15 li­sto­pada 2015 roku – wpi­su­jemy tę datę do Ra­dom­skiej Kro­niki Bie­gowej i do­da­jemy przy niej notkę, że była to 10 edycja Ra­dom­skiego Ma­ra­tonu Trzeź­wości i że ten ju­bi­leusz za­koń­czył jed­no­cze­śnie cykl je­sien­nego bie­gania nad za­lewem Borki. Za­my­kamy pe­wien roz­dział i jest to dobry mo­ment na wspomnienia…

Pa­miętam 5 jego edycję, która wów­czas była roz­gry­wana 4 grudnia. To był mój pierwszy po­ważny bieg w ro­dzinnym mie­ście po po­wrocie z War­szawy. Na­mówił mnie do startu przy­ja­ciel ze stu­diów, miesz­ka­niec Lu­blina. Aura tego dnia była zi­mowa, bie­gliśmy po śniegu. Pa­miętam swoje wąt­pli­wości czy uda mi się przy­zwo­icie za­pre­zen­tować (miałem na myśli osią­gnięcie czasu po­niżej 2 go­dzin). Tego dnia ja bie­głem pół­ma­raton, a Marcin bie­gnąc ma­raton asy­stował mi i czuwał nad utrzy­ma­niem wła­ści­wego tempa. Oba biegi miały start o tej samej porze. Czułem się nie­zmiernie dumny osią­gając czas o 2 mi­nuty lepszy od za­kła­da­nego re­zul­tatu. Jed­no­cze­śnie w zdu­mienie wpra­wiło mnie, że można biec dwa razy dłuższy dy­stans. Moje nogi i płuca miały dosyć, a tu inni biegli dalej i wcale nie zwal­niali. Czas mo­jego ko­legi, czyli około 3h 45 min. świad­czył, że drugą część biegu po­konał szyb­ciej niż to­wa­rzy­sząc mi. Od tego mo­mentu chętnie przy­jeż­dżał do nas na je­sień na za­koń­czenie se­zonu i co cie­kawe prawie za każdym razem po­pra­wiał swoje wy­niki. W ciągu tych pięciu lat muszę przy­znać, że i ja za­no­to­wałem pro­gres osią­gając w 2014 roku w pół­ma­ra­tonie przy­zwoity czas 1h.40 min. 40 sec., a w 8 edycji de­cy­dując się nawet na to, co kiedyś wy­da­wało mi się poza moim za­się­giem, czyli na ma­raton. W nie­dzielnym biegu hi­storia w pewnym sensie za­to­czyła koło, bo to ja prze­bie­głem cały bieg to­wa­rzy­sząc Nor­ber­towi – tre­ne­rowi te­ni­so­wemu, który zde­cy­dował się po­sze­rzyć swoje spor­towe ho­ry­zonty i cał­kiem ładnie wy­padł w swoim pół­ma­ra­toń­skim debiucie.

Ta­kich in­dy­wi­du­al­nych hi­storii zwią­za­nych z Ra­dom­skim Ma­ra­tonem Trzeź­wości jest całe mnó­stwo. To taki nasz lo­kalny bieg, w którym mamy okazję podjąć ry­wa­li­zację z go­śćmi i dzięki zna­jo­mości każ­dego ka­mienia na trasie nawet ich po­konać. To też okazja do zro­bienia rzeczy waż­nych. Ścieżki nad za­lewem były już świad­kami pięk­nych hi­storii. Dla wielu osób bie­ganie było wy­ko­rzy­staną szansą na prze­war­to­ścio­wanie swo­jego życia. Nie bez po­wodu ten ma­raton jest na­zwany ma­ra­tonem trzeź­wości. W dużym stopniu ten bieg jest na­grodą dla wszyst­kich, którym się udało ura­tować siebie i swoją ro­dzinę, mó­wiąc NIE na­ło­gowi. Gra­tu­lu­jemy im i mo­dlimy się, żeby wy­trwali w trzeźwości.

Nie wy­klu­czone, że ta idea biegu przy­czy­niała się do po­stawy spor­towej za­wod­ników. Na przy­kład, wspa­nia­łego po­stępu Ra­fała Woj­tu­niaka, który w nie­dzielnym ma­ra­tonie zajął 3 miejsce z czasem prawie 3 minut po­niżej 3 go­dzin. To na ra­dom­skim po­dwórku An­drzej Po­łoński wreszcie złamał 3h w ma­ra­tonie (zaj­mując 9 miejsce). To zna­mienne, że mimo wielu bie­go­wych wy­praw za­gra­nicz­nych udało mu się to w końcu tutaj. Re­pre­zen­tantem po­stawy wielu z bie­gaczy jest An­drzej Kac­przak (4 m-​ce w ma­ra­tonie). Nie star­tuje on w wielu bie­gach, ale jego lo­kalny pa­trio­tyzm sprawia, że za­wsze naj­sta­ran­niej szy­kuje formę na ten bieg i nie opu­ścił żadnej edycji RMT. Bieg był okazją do zro­bienia po­stępu spor­to­wego dla wielu osób, do kształ­to­wania siły cha­rak­teru, do zmiany men­tal­ności, ale nie tylko. Są osoby, które de­biutem w nim chciały uczcić uro­dziny dziecka, które biegły w in­tencji wy­zdro­wienia swoich bli­skich, były okazją wspo­mnienia bli­skiej zmarłej osoby.

Ja bardzo bym chciał pod­kre­ślić jeszcze inny wy­miar tego wy­da­rzenia. Od mo­mentu, gdy pierwszy raz wy­star­to­wałem w Ra­dom­skim Pół­ma­ra­tonie Trzeź­wości do ostat­niej X edycji do­konał się we mnie po­stęp w po­strze­ganiu czym jest ta im­preza. Gdy bie­głem w niej w 2010 roku byłem za­pa­trzonym w swój in­dy­wi­du­alny wynik uczest­ni­kiem, jak setki in­nych. Od tego czasu zda­rzyło mi się pełnić funkcję spo­łeczną w Sto­wa­rzy­szeniu, po­magać przy or­ga­ni­zacji biegów, wy­ko­nywać inne prace zwią­zane z dzia­łal­no­ścią or­ga­ni­zacji. Gdy bie­głem w mi­nioną desz­czową nie­dzielę, do­strze­gałem już dużo więcej. W przed­dzień za­wodów mo­głem się po­czę­stować ma­ka­ronem. Ucie­szyłem się na przy­zwoity ze­staw star­towy. Wiem, że taki bieg nie po­kryje się z pie­niędzy po­cho­dzą­cych z opłat star­to­wych i wiem, że są wła­ści­ciele firm, jak pre­zesi TREND-​GLASS, AUTO GAZ CEN­TRUM, czy TO­MATO PIZZA którzy nigdy nie od­mówią fi­nan­so­wego wsparcia, by mógł on dojść do skutku. Wi­działem zmar­z­nię­tych wo­lon­ta­riuszy, którzy byli w stanie wy­krzesać z siebie energię do do­pingu, chętnie czę­sto­wałem się her­batą i man­da­ryn­kami przy­go­to­wa­nymi dla star­tu­ją­cych. Wi­działem ozna­ko­wanie trasy; wiem, że jego wy­ko­nanie to wkład czasu i pracy pana Witka, wi­ce­pre­zesa Sto­wa­rzy­szenia. Wi­działem uśmiech­niętą panią Ju­stynę i pana Zbyszka, którzy przyj­mo­wali i czu­wali nad de­po­zytem. Wi­działem życz­liwą, sprawną ob­sługę w biurze za­wodów. Gdy przy każdym okrą­żeniu prze­bie­gałem pod sceną mo­głem usły­szeć dobre słowo o sobie i wielu in­nych od Ta­de­usza Kraski, który choć sam nie star­tował, to żył tym bie­giem. Po co Ci lu­dzie przy­chodzą, po­świę­cają swój czas, skoro mo­gliby roz­ko­szować się swoim wolnym week­en­dowym dniem po ciężkim ty­go­dniu pracy?

X Ra­domski Ma­raton Trzeź­wości to „dziecko” pre­zesa Sto­wa­rzy­szenia „Bie­giem Radom!”, czyli Ta­de­usza Kraski i ludzi, którzy do­łą­czyli do jego dru­żyny. To pod­czas 8 edycji RMT prezes uczcił swój piękny ju­bi­leusz – w Ra­domiu prze­biegł swój 100 ma­raton. Ale to nie jest jego naj­większe osią­gnięcie. Jest nim wskrze­szenie w lu­dziach idei so­li­dar­ności, to spra­wienie, że chętnie przy­chodzą w desz­czowy, zimny dzień i wspie­rają się we wspólnej za­bawie. W dniu, w którym piszę re­lację o na­szym X RMT czy­tałem w książce „Szczę­śliwi bie­gają ULTRA” o po­dróży jej au­torów do miasta Bo­ulder w stanie Ko­lo­rado zna­nego z tego, że mieszka w nim wielu ludzi od­da­nych pasji bie­gania dłu­go­dy­stan­so­wego. Mag­da­lena i Krzysztof Do­łę­gowscy, którzy tam po­je­chali by na­pisać swoją książkę są zdu­mieni jak wielu ory­gi­nal­nych, cie­ka­wych i peł­nych pasji ludzi spo­ty­kają na swojej drodze. W Bo­ulder, które liczy sobie około 100 ty­sięcy miesz­kańców pełno jest 60, 70 latków ak­tyw­nych ru­chowo, ciężko spo­tkać ty­po­wych dla USA ludzi oty­łych, a w mie­ście funk­cjo­nują dwa po­tężne mar­kety spor­towe, nie na­rze­ka­jące na brak klientów. Za­mi­ło­wanie do sportu jest oznaką cy­wi­li­za­cyj­nego roz­woju. Lu­dzie, którym za­leży na sa­mo­roz­woju i pod­nie­sieniu świa­do­mości bardzo często robią to za po­śred­nic­twem sportu.

Coś się kończy, a coś się za­czyna. Opusz­czenie za­lewu na Bor­kach jako areny zmagań bie­go­wych nie oznacza końca im­prez bie­go­wych na je­sieni w Ra­domiu. Plany są cie­kawe i obie­cu­jące. Je­stem wdzięczny, że Radom nie jest za­ścian­kiem pod względem sportu ama­tor­skiego. Dzięki takim lu­dziom, jak Ta­deusz Kraska i wszyscy lu­dzie, którzy go wspie­rają, mamy szansę ma­rzyć nawet o tym, żeby Radom zo­stał pol­skim od­po­wied­ni­kiem Bo­ulder w USA.

Mi­chał Nowotnik

Brak komentarzy

Napisz komentarz

  • (wymagane)